ŻMIJA, BARDZO INTELIGENTNA

Karolina Korwin-Piotrowska ze strony www.taniaksiazka.pl jest osobą nielubianą. Nie znosi jej salon, nie cierpi celebrycka brać. Jej język jest dosadny, opinie – kontrowersyjne, a poglądy – obrazoburcze. Rzadko zmienia zdanie i jeśli ktoś, w jej opinii jest

świnią, to właśnie świnią, a nie kimś innym. I chociaż jej nie lubią, to swoją pracą i bezkompromisowością zasłużyła na rzecz bezcenną – na szacunek!

Ta mała stawia się!

Ta mała kobietka o zadartym nosie i świdrujący oczach, rocznik 71 nie uznaje świętości. Potrafi powiedzieć co myśli o każdym. Można nie zgadzać się z jej poglądami, ale z pewnością, trzeba docenić odwagę ich głoszenia. Także pryncypialność jest czymś nieobcym Korwin-Piotrowskiej. Będąc redaktorką naczelną magazynu Sukces, potrafiła przeciwstawić się właścicielowi pisma, który zażądał wycofania felietonu Manueli Gretkowskiej. Kiedy właściciel postawił na swoim, bez mrugnięcia oka, odeszła z pisma. I chociaż coraz mniej ludzi na tym świecie nie uznających zgniłych kompromisów, to Karolina Korwin-Piotrowska z pewnością do nich należy.

Z rodziny fajnej choć niepełnej

Pokrewieństwo z kimś nie byle jakim, cioteczną babką Korwin-Piotrowskiej była Gabriela Zapolska, zobowiązuje. Karolina postanowiła mu sprostać, zaś wychowanie i wykształcenie jakie otrzymała – jest historykiem sztuki, z pewnością jej w tym pomogły. Jej dziadek Jan Piotrowski, dziennikarz i założyciel Polskiego Radia, zrobił to, co z pewnością powinien zrobić –  przyczynił się do przestawienia zwrotnicy życia swojej wnuczki na tory dziennikarstwa. Także ojciec – fotograf i mama – plastyczka ukształtowali w młodej Karolinie owo wyczucie piękna i obrazu, co już za chwilę miało przyczynić się do życiowych wyborów córki. I choć ich małżeństwo nie przetrwało, zdołali  przekazać Karolinie rodzinne szczęście i artystyczną ogładę.

Radio, kino i pierwsze piórka

Lata dziewięćdziesiąte zeszłego wieku to okres “pierzenia się” młodej Karoliny. Pracuje w Radiu Kolor i Radiu Zet. Prowadzi w nich programy poświęcone kinu i  rozrywce. Uczy się przeprowadzać wywiady i szlifuje swój ostry język, jakże w przyszłych latach, kąśliwy i bezkompromisowy. Szlifuje także pióro prowadząc w tych latach kolumnę filmową w Cosmopolitanie, a później taką samą w miesięczniku Pani. Staje się rozpoznawalna, a jej ostry głosik kojarzy się ludziom słuchającym radia z dobrą rozrywką, niebanalnymi tematami i ciętymi ripostami.

Nowy wiek i wejście smoka

Nowy wiek, to nowe szanse i wyzwania, to także wejście do pierwszej ligi zawodowo – dziennikarskiej. Karolina Korwin-Piotrowska  Zostaje szefową działu “Ludzie” w tygodniku Gala, a później staje się odpowiedzialna za dział kulturalny w czasopiśmie Marie Claire. Potem pojawiają się inne czasopisma, w których Korwin-Piotrowska udowadnia jak dużo ma do powiedzenia i napisania. Koniec pierwszej dziesiątki nowego wieku to współpraca dziennikarki ze Stacją TVN i wejście na ścieżkę własnych programów telewizyjnych, dających szansę na wykorzystanie jej ciętego, wypracowanego w radiu języka. Nie rezygnując z miłości jej życia – filmu, rzuca się w nurt czystej rozrywki, stając się twórcą programów autorskich i towarzyską wyrocznią.

Eklektycznie i książkowo


Ukończona czterdziestka to dla wielu powód do życiowych rozliczeń. Pierwsza smuga cienia, siwy włos, nagle dostrzeżony w lustrze, powodują, że ludzie zaczynają patrzeć wstecz. Ci bardziej bystrzy, swoje przemyślenia zamykają w książkach. Do tych bystrych z pewnością należy Karolina Korwin-Piotrowska. W księgarniach ukazują się jej książki, Bomba, czyli alfabet polskiego szołbiznesu, Ćwiartka raz!, Krótka książka o miłości, Sława czy Reset, świat na nowo. We wszystkich nich dziennikarka prezentuje swoje własne spojrzenie na otaczający świat. Próbuje spiąć świat o jakim pisze, klamrą własnych doświadczeń i zdaje się, że całkiem nieźle jej to wychodzi. Jednocześnie Karolina nie rezygnuje z tego, co lubi najbardziej. Opowiada o filmach i o ludziach. Bezczelnie rozsiada się w radiu i kąsa swoim pięćdziesięcioletnim języczkiem, językiem który od lat, nie stępił się na jotę.